NowościJak to się zaczęło?O nasKoty BrytyjskieRagdolleCharakterystyka rasPlanyMAMY KOCIĘTA !!!Nasi wychowankowieGaleriaFelinoterapiaNasze filmikiLinkiKsięga GościKontakt  

Jak to się zaczęło?

Jak to się zaczęło? Dobre pytanie, bo sama je sobie ciągle zadaję.

Zawsze miałam psy, koty phi przecież one są inne, chodzą własnymi ścieżkami, nigdy w życiu, nie ta bajka. Bardzo dużo pracowaliśmy, mimo to nie wyobrażałam sobie życia bez zwierząt. Przyjaciółka namawiała mnie na kota, że jest mniej wymagający, nie trzeba wychodzić na spacery itd. i jakoś się przełamałam, mówiłam, pod warunkiem że będzie taki misiowaty i grubaśny, do końca nie wiedziałam o jaką rasę mi chodzi, jednak byłam przekonana, że jeśli się decydować to tylko na tą.

Okazało się, że chodzi o brytyjczyka, więc śmiało mogę powiedzieć, że była to miłość od pierwszego wejrzenia.

Nasza pierwsza brytyjka Księżniczka wywróciła nasz dom do góry nogami, okazało się, że rozkochała nas w sobie na tyle, że podporządkowaliśmy jej cały rozkład dnia. Ona wcale nie pozostawała dłużna, okazała się inteligentną i czułą kotką. Niezwykle przywiązaną, szczególnie do mojego syna Szymka. Nie chodzi własnymi ścieżkami, wręcz przeciwnie to my wyznaczamy jej drogi, towarzyszy nam w codziennych zajęciach, przy czym nie jest natrętna. Rozkochała nas w kotach, ten stan nie jest niebezpieczny dla zdrowia, ale z pewnością nieuleczalny. Nieuleczalny do tego stopnia, że zaczęłam pożerać wszelkie kocie informacje, oglądać strony, fotki, aż w końcu zdecydowałam się na pierwszą wystawę.

Na wystawie zobaczyłam ragdolle, zaczęłam je obserwować, zafascynowały mnie te przecudne oczy w kolorze nieba, do tego takie spokojne, zrelaksowane, dumnie puszyły się przed sędziami, więc wróciłam nie tylko z doskonałymi ocenami Księżniczki, ale też z marzeniem zakupienia takiego milusińskiego ragdollka.

Do odbioru naszego pierwszego ragdolla odliczałam dni, każdy dłużył mi się niemiłosiernie, biłam się z myślami jak Księżniczka zaakceptuje nowego kotka. Rozwiała wszelkie moje obawy, okres adaptacyjny trwał zaledwie tydzień, po którym nie widziały życia bez siebie. Niepotrzebna nam była żadna rozrywka, oglądanie kotów było w zupełności wystarczające. Obserwowanie tego co wyprawiały, powodowało, że nasze emocje przeplatały się od śmiechu do łez, łez radości.

Koty tak wiele wniosły do naszej szarej codzienności, że moje zauroczenie tymi cudownymi zwierzętami przerodziło się w chęć dzielenia się tym czymś nienamacalnym, czymś co ofiarują koty, jedni nazwą to magią, inni uzależnieniem, bo jak to jest, że człowiek potrafi przechowywać w lodówce kilka otwartych puszek kociego jedzenia, którymi kot wzgardził. Kupuje mu także tylko zaakceptowane przez niego karmy, najczęściej są one jednej firmy i koniecznie te najdroższe. Sprząta co rusz kuwetę, co by kotek miał komfort, potrafi tak wstać z fotela, żeby czasem futrzaka nie obudzić. Całuje go w pyszczek, żeby tylko usłyszeć magiczne mruczenie........... czyż nie jest to miłość?

Koty uczą empatii, myślenia o innych, pamiętania co kto lubi, bo nie daj Bóg kupić nie tą karmę co kotek lubi... gotowy jest pościć kilka dni.....Wydawało mi się, że to człowiek wychowuje zwierzę, tak naprawdę zwierzę może wychowywać człowieka pod względem porządku w stadzie, oddania, czułości, jest to coś pięknego, co trudno opisać słowami, coś co chciałabym przekazać innym.